Przebudzenie
Na dworze mrok:
dzień jeszcze się nie zaczął
Odwracasz się od ściany
idziesz ścieżkami wspomnień
Samotny w ciemnym pokoju
by przyspieszyć wahadło zegara
Budzisz się znów:
światło południa
Sięgasz ręką po szklankę
z życiodajnym napojem
Ale ręka jeszcze słaba
drży - nieuważnie
Pozostawia po sobie
ostry zapach wsiąkającego w dywan
nektaru
jeszcze nie nadszedł czas
Ciemność już zakwita
gdy trzeci raz otwierasz oczy
Budzi cię dźwięk dzwonka
ale na próżno:
nie ma wyjścia poza ciemny pokój
może to tylko postać ze snu?
Nie, sny są tylko twoje
powracasz do nich zdziwiony
że tak szybko minął ten zimowy dzień
Warszawa, 20 grudnia 1988
