Słuchaj

Rozbij diamentowe wazy
w tysiąc iskrzących się kamieni
Podnieś jeden
na wyciągniętej dłoni ku słońcu
Zanim oślepi cię jego spojrzenie
zobaczysz wnętrze zdarzeń
ciemne ścieżki przyszłości
W słońcu? Dziwisz się - czy to możliwe?
Tak - lecz może nie każdy...
Ty również?

I odszedł w tłum pełen marzeń
ze opuszczoną głową
Patrzyłam na niego - i zrozumiałam
że on nie potrzebuje ofiar z diamentu
Chciałam go dogonić
ale było już za późno
by powiedzieć: skłamałam

Warszawa, luty 1988