Wizje w błękicie

Błądzę wśród tych samych ulic
twarze i kurz
tysiące łamigłówek z bezbarwnych elementów
Otwieram szklane drzwi - pustka i chłód
Jakże często zatrzymuję się
pośrodku długiego korytarza

Stąd prowadzi wiele dróg
każda kończy się płonącą przepaścią
poznałem je
widziałem tych, którzy zrobili pierwszy krok

Ale nie można spalić marzeń
widzę ten obraz - wizję w błękicie
będzie jedyną ucieczką
dopóki nie znam innej... jedynej
Jest w nim spokój i muzyka
tańczące sylwetki na tle księżyca
Jest tak wiele - dla mnie i...
Chciałbym móc ci go opowiedzieć
Tobie? A może jej?
Jeszcze nie wiem, czy to ty właśnie
tańczysz pośrodku

Wiem już, że i ogień jest drogą
Ale czy za nim są właśnie te drzwi?
Nikt stamtąd nie powrócił
by opowiedzieć

Chodź ze mną - dojdziemy do skraju przepaści
i wtedy powiesz mi czy mnie kochasz
Podasz mi rękę
a płomienie będą tylko oświetlać drogę
Dotkniesz moich warg i klucz przekręci się w zamku
Za bramą odnajdziemy mój świat

Warszawa, grudzień 1987